CHURCHING, CZYLI NIEDZIELNE WĘDRÓWKI LUDÓW

Łakną porywających kazań, zachwytu nad misterium liturgii.
Niedzielna msza musi być dla nich emocjonalną ucztą. Spełnieniem. Za kaznodzieją, który połechta ich poczucie piękna są w stanie przemierzać kilometry, by tylko spijać słowa z jego ust.
Dla części duchowieństwa są egoistami, porzucającymi swoje macierzyste parafie. Dla innych dowodem na to, że wierny nie jest bezbronną owieczką dającą się ślepo prowadzić na manowce niezdarnemu pasterzowi. Wierni, wybierający niedzielną tułaczkę po parafiach w poszukiwaniu kazania trafiającego prosto w serce.
Trudno powiedzieć ilu tak naprawdę ich jest. Nie liczą tego ani parafie, ani oni sami. Nie są zrzeszeni w żadne grupy, nie prowadzą niekończących się dyskusji na forach internetowych. Niedzielna pielgrzymka pomiędzy parafiami to ich indywidualna sprawa. Na pewno nie moda, choć sprytni socjologowie już znaleźli dla nich definicje, doszukując się podobieństw z młodymi ludźmi, w weekendy przemierzającymi trasę między kolejnymi klubami muzycznymi. To clubbing. Oni zaś uprawiają churching. - Czy to jest churching? Nie wiem i nie obchodzi mnie to - mówi wprost Michał 29-latek z Łodzi. - Ja po prostu nie chcę odbębniać co niedzielnych mszy w parafii, gdzie ksiądz zachowuje się tak, jakby mówił tylko do moherowych beretów. Zamiast bezmyślnie stać godzinę i udawać, że się modlę, wole rzeczywiście jechać na drugi koniec miasta i pamiętać, o czym mówił ksiądz w kazaniu. Nie dorabiam do tego żadnej ideologii - mówi mężczyzna.

"Temat małżeństwa, rodziny jest super ważny. A jednocześnie bardzo trudny. I przy tym wszystkim - tak zbanalizowany. Można porozmawiać na poziomie poradnika. takich poradników jest teraz dużo - bardzo praktyczne, bardzo jasne; co zrobić z mężem, który nic nie mówi, co robić z żoną, która za dużo gada. Takie i inne rozmaite uwagi; głębokie, praktyczne, płytkie, głupie. Jak w życiu".

Michał do kościoła chodził od dziecka. Z rodzicami. Nie protestował, ale też nie wczuwał się zbytnio w atmosferę niedzielnej mszy. Liceum wybrał jednak katolickie, prowadzone w Łodzi przez salezjanów. Cieszyło się wysokim prestiżem i nieposzlakowaną opinią. Miało być furtką do elitarnych studiów i drogowskazem do życia dobrego chrześcijanina. Paradoksalnie z tym drugim księża mieli największy problem. Zamiast zachęcać uczniów do uczestniczenia w mszach, zmuszali do niej. Sprawdzali listę obecności, karali, odpytywali z kazań nudnych jak flaki z olejem. Byli jak żandarmi, a nie duchowi przewodnicy.

- Po liceum przez kilka lat nie chodziłem do kościoła, tylko na święta. Do czasu, kiedy narzeczona zaciągnęła mnie na mszę do jezuitów. Było zupełnie inaczej niż do tej pory. Ciekawie, dobitnie, porywająco. I tak jest do dziś - mówi Michał, który w przyszłym roku planuje wziąć ślub. Oczywiście u jezuitów.

Prowadzona przez nich parafia Najświętszego Imienia Jezus stoi na czele nieformalnej listy łódzkich churchingowców. Takie rankingi obowiązują w każdym większym mieście w Polsce. W Warszawie zawsze tłoczno jest u dominikanów i w parafii Błogosławionego Edwarda Detkensa na Bielanach. W Krakowie co niedziela zapełnia się Bazylika Świętej Trójcy, gdzie punktualnie w południe tzw. dwunastki czyli msze z przesłaniem filozoficznym odprawia ojciec Andrzej Kłoczowski, dominikanin. W Poznaniu tłumy ciągną na msze odprawiane przez ojca Jana Górę, pomysłodawcę spotkań lednickich. Ten ostatni ma swoją teorię na temat churchingu.

- Myśmy uczyli się teologii w języku, którym nikt nie mówi. to sztuczny język, a wierni szukają porozumienia z księdzem, chcą usłyszeć kazaniem wygłoszone żywym językiem. Jeżeli wywąchają, że ktoś mówi do nich właśnie takim językiem, będą do niego ciągnąć - szuka uzasadnienia dla powodzenia swoich mszy ojciec Jan Góra.

W podobnym tonie wypowiada się ksiądz Michał Misiak pomysłodawca tzw. dyskotek ewangelizacyjnych, na które również ciągną tłumy wiernych. - Nie interesuje ich wałkowanie w kółko jednego kazania, choć nie przychodzą do kościoła tylko dla kazania. Szukają piękna liturgii. Przyciąga ich też charyzmat zgromadzeń zakonnych. Każde jest inne. Wizyta u dominikanów to prawdziwa strawa intelektualna, salezjanie potrafią mówić o ważnych rzeczach z poczuciem humoru, a franciszkanie kuszą prostotą. Każdy może coś dla siebie wybrać - wylicza ksiądz Misiak.

"Swego czasu były takie proszki na ból głowy z krzyżykiem, nie wiem czy to miało coś wspólnego z Ewangelią. W krzyżu boli - to znoś ten krzyż. Zbanalizowaliśmy Krzyż".
Izabella z Łodzi dobrze pamięta, jak z przyjemnością chodziła na msze świętą do swojej macierzystej parafii, gdzie co niedziela, o 10 rano ksiądz Tomasz odprawiał mszę dla dzieci. Duchowny zapraszał dzieciaki przed ołtarz, schodził do nich z ambony, siadał na schodach. Rozmawiał, żartował, czasami przynosił gitarę i na niej grał. - Jak o coś pytał dzieciaki, to te aż wyrywały się do odpowiedzi. Jedno przez drugie. Ale nie krzyczały, nie kłóciły się. Były skupione. Kościół był wypełniony po brzegi. Dzieci nie kręciły się niecierpliwie w ławkach, tylko rzeczywiście uczestniczyły we mszy - wspomina Małgorzata. Gdy ksiądz kilka lat temu został przeniesiony do innej parafii poranne msze dla dzieci straciły na wigorze. Kościół zaczął pustoszeć. Wierni kręcili nosami na zbyt długie kazania, podczas których dzieci nawet mdlały.

- Kiedyś postanowiłam pojechać do kościoła, w którym odprawiał teraz ksiądz Tomasz. I spotkałam tam ludzi ze swojej parafii. Przyjeżdżali tam z dziećmi, praktycznie na drugi koniec miasta. To właśnie dzieci chciały jeździć na msze odprawiane przez księdza Tomasza. Tęskniły za nim - mówi Izabella.
Ale ulubiony kaznodzieja i jego błyskotliwe kazanie to nie wszystko. Ksiądz Remigiusz Recław twierdzi, że dla wiernych liczy się dosłownie wszystko - talent organisty, a nawet to czy kościół jest dobrze oświetlony. - Nie widzę w tym zjawisku niczego niepokojącego. Msza święta w każdym kościele jest taka sama. Wierni dokonują świadomego wyboru, bo chcą do syta nakarmić swoje uczucia i emocje. Nie ma w tym nic nienormalnego - powiedział nam jezuita.

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Terlikowski, katolicki publicysta tygodnika "Wprost". Terlikowski przypomina, że takie zjawisko znane jest od wieków, wcześniej jednak na wędrówkę do odległych parafii decydowała się szlachta i zamożne mieszczaństwo. Dziś współczesny churching może uprawiać dokładnie każdy, komu "coś nie gra" w macierzystej parafii. - To nie zawsze musi być płomienne kazanie. Wierni poszukują zaufanych spowiedników, zaangażowania duchownych. Jeśli nie znajdują tego w swojej parafii, idą na msze gdzie indziej. Nie da się wyegzekwować uczęszczania na msze święte do swojej macierzystej parafii. Księża muszą zrozumieć, że jeśli chcą zatrzymać wiernych, to muszą się bardziej postarać - mówi nam Tomasz Terlikowski.

Nie wszystkim jednak churching przypadł do gustu. Ksiądz Mirosław Drzewiecki z Wrocławia uważa, że wędrowanie po kościołach to wielka przegrana idei soborowej. Właśnie podczas II soboru watykańskiego ustalono, że wierni powinni angażować się w rozwój swoich parafii, a nie szukać szczęścia gdzie indziej.

- To nie jest poprawny wyraz wolności religijnej i korzystania z prawa wyboru. Ta nowa moda jest pogonią za niezwykłościami, estetycznymi wrażeniami czy sensacjami. Słyszałem kiedyś po Mszy świętej opinie o nowym kaznodziei - "jest świetny, dał popalić dzisiaj biskupom, ten to nikogo się nie boi". Msza jest zupełnie czymś innym. Centralną osobą jest Jezus Chrystus, a nie kaznodzieja. I nie kazanie jest najważniejsze. Najważniejsze jest usłyszenie w duszy przemawiającego Boga. A Bóg potrafi przemówić nawet przez oślice Balaama - napisał na swoim blogu ksiądz Drzewiecki.

Wtóruje mu ksiądz Michał Misiak. - Nie ksiądz, nie proboszcz, tylko wierni są wspólnotą. Są nie tylko odbiorcami liturgii, oni ją współtworzą. Szukanie wrażeń jest egoistycznym podejściem, ponieważ wierni zabierają swojej parafii to co najcenniejsze. Samego siebie - mówi nam ksiądz.

"Panie Jezu, Ty sobie ułatwiłeś sytuację! Powiedziałeś o sprzedawaniu majątku do człowieka, który był zamożny prawdopodobnie nie dlatego, że sam się dorobił, tylko dlatego, że odziedziczył jakąś wielką majętność. Ale co byś powiedział, Panie Jezu, gdyby do Ciebie przyszło małżeństwo na dorobku, które mieszka w jakiejś komórce i ciuła na to, żeby wynająć czy kupić mieszkanie, wziąć kredyt. Małżeństwo, które stoi przed dylematem; praca czy dziecko? Sprzedajcie wszystko co macie? Do nich - sprzedajcie?"

Wierni nie zamierzają jednak rezygnować ze swojej niedzielnej wędrówki pomiędzy parafiami. Zaznaczają, że ich postawa to nie wyrzeczenie się Boga, czy szukanie wrażeń, a sygnał dla duchownych, by nie szli na łatwiznę, nie "wciskali ciemnoty". Szymon Hołownia, katolicki publicysta tygodnia "Newsweek" twierdzi, że wierni mają do tego pełne prawo. - Sam kiedyś uprawiałem churching. Wędrowałem od kościoła do kościoła, aż znalazłem taki, w którym nie gryzą. Jak ksiądz mówi i modli się pięknie, warto powiedzieć mu miłe słowo. Jak gada głupoty, mamy prawo się wściec - powiedział w jednym z wywiadów Szymon Hołownia.

Katarzyna z Krakowa też już znalazła swój kościół, z najciekawszymi jej zdaniem kazaniami i pięknie odprawianym rytem. Szukała go przez rok, włócząc się pomiędzy przeróżnymi parafiami. I już wie. - Bazylika Świętej Trójcy zawsze pozostanie dla mnie wyjątkowym kościołem. Nie zależnie od tego czy moja wiara ucichnie czy się roześmieje - przyznaje Katarzyna.

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Google
KRASNE
RÓD KRASIŃSKICH


MAJOWE
2017r.


FATIMA
SANKTUARIUM W FATIMIE


KRASNE


ROK 2017


PEREGRYNACJA OBRAZU
PANI JASNOGÓRSKIEJ


SDM




KOŚCIÓŁ W KRASNEM
TWITTER


Przetłumacz stronę

PRZYDATNE STRONY
Pogoda
DIECEZJALNE
DUSZPASTERSTWO MŁODZIEŻY



Imieniny
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

10/08/2014 20:57
Witamy!
Aktualnie online
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 3
· Najnowszy użytkownik: Wiesiawojt
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
name